[Piotrek]
Czasami to ja naprawdę nie rozumiem, co się w tej naszej kadrze wyprawia. Najpierw Maciuś od samego rana jak nienormalny do mnie wydzwaniał, żeby się dowiedzieć o której z Zakopanego wyjeżdżają, a później się okazało, że Ziobro sobie popsuł but. No powiedzcie sami, bo może to ja mam jakąś wyobraźnię ograniczoną czy co, no ale kurde. Jak można zepsuć but narciarski? I to w Boże Narodzenie? Nikt mi nie potrafił wyjaśnić, co właściwie Jasiek se zrobił z tym butem, więc gębę na sznur zawiązałem i usiadłem trochę zdezorientowany obok śpiącego Mustafa. Bo gadaj z durniami... Zerknąłem pytająco na Mańka i Prędkiego, ale ci tylko wzruszyli ramionami, jakby to było zupełnie normalne, że Kubacki jedzie na Turniej Czterech Skoczni wystrojony w piżamę w mikołaje. A podobno to ja mam nierówno pod sufitem…
- Duduś dostał prezent od babci na święta – powiedział Maniek poważnym tonem. Wbiłem w niego zaskoczony wzrok, bo co to on mi tu opowiada, a po chwili wszyscy wybuchli śmiechem. Aż dziw, że się Mustaf nie obudził.
Szturchnąłem go w bok, bo jak zwykle leżał rozwalony na dwa siedzenia, zajmując nogami połowę mojego miejsca, ale nie był łaskawy się ruszyć ani o milimetr, a wszystkie inne siedziska były zajęte.
- A może to robota jego narzeczonej? – zacząłem głośno myśleć, a wtedy Maciuś oderwał się od mojej torby z jedzeniem i spojrzał na mnie jak na głupiego.
- No co ty! Znasz Kubackiego. Wielce cwany i wygadany, ale po dwunastej. Życie go męczy, a nie narzeczona – podsumował Maciuś właściwym sobie tonem, a mnie ręce do ziemi opadły, jak to się mi zdarza na wspólnych obozach ze trzy razy dziennie. Co najmniej.
- Nie o tym mówię! – oburzyłem się. – Taki niby mądry, a jak wołami nie powiesz, to się nijak nie połapie! Jaśka narzeczona, matole! Mówię ci. Nie chciała zostać sama z dzieckiem przy piersi na Sylwestra, a ojca oglądać tylko w telewizji, więc but zepsuła. Na bank! – kontynuowałem z przekonaniem, ale szybko żem się przekonał, że nie było chętnych do nijakiej dyskusji. Kamil jak zwykle ze Stefkiem se gadał po cichu, Prędki założył słuchawki i czytał jakąś książkę, Biegun ze znudzeniem grzebał w telefonie, a Kubacki, jak to Kubacki, dalej spał.
- Mogę jeszcze jedną? – zapytał się Maciek znowu, wpatrując się w kanapki, które od Justyny, żonki mojej co ją kocham, na drogę dostałem, jakby go normalnie głodzili przez tydzień. A ja już straciłem jakąkolwiek nadzieję na inteligentną rozmowę. No jak ja mam żyć w tym kraju?
- Bierz…
Westchnąłem. Temu Mańkowi to potrzebna jest panna. I to na już. Jak nic trzeba znaleźć jakąś jedną głupią… Wróć! Chciałem powiedzieć odważną… Odważną dziewczynę, która z takim matołem wytrzyma…
[Marina]
Ze mną jest coś nie tak. Naprawdę coś nie tak. No bo ja miałam przecież już rzucić narty w cholerę, a jadę na ten cały Turniej Czterech Skoczni. I to przez kogo? Nie przez Stocha, nie przez Hulę ani nie przez geniusza Sobczyka. Nawet nie przez Marcina. Tylko przez Krzysia. Ten chłopak potrafi w mgnienia oka sprawić, że tracę mózg na amen i zmieniam zdanie w trymiga. Pięknie. Dobrze, że usiadł daleko ode mnie. W ogóle jakiś taki markotny cały dzień i prawie się do mnie nie odzywał. Nawet się zaczęłam martwić, że może się rozmyślił i nie chce już ze mną mieszkać w pokoju, ale sobie uświadomiłam, że on nie wie, że ja to ja. Myśli, że jestem Marcinem. Kolegą Marcinem. Coś czuję, że to będzie ciężki czas. Rozumiecie? W każdym razie wystarczył Krzysia głos, a ja już kupiona byłam, a to wcale nie było dobre. Nigdy nie lubiłam tracić kontroli.
Chociaż, nie powiem, błagalne spojrzenie Stefanka przed świętami już zaczynało kruszyć moją twardą wolę, że jak mówię nie, to jest nie i już. Ten swoją drogą też jest udany. Powinien występować z tym swoim uśmiechem w jakiejś reklamie. Tylko koniecznie skierowanej do kobiet. Swoją drogą dobrze, że jeszcze nie odkrył, że ja tak od czasu do czasu to chyba przejawiam do niego miłość wielką platoniczną albo… jak w tym folklorystycznym zespole nucili? Aha, kocham cię miłością systematyczną liryczną, czy jakoś tak? W każdym razie Stefcia naszego nie da się nie kochać, nie? No chyba że chrapie jak teraz.
- Stefan! – zawołałam z wyrzutem, wychylając się do fotelu przede mną. Otworzył na chwilę oczy, zamrugał ze zdziwieniem, a widząc moją wkurzoną minę tylko się roześmiał. A potem zwinął swój polar, włożył go sobie pod głowę i oparty o szybę znów usnął. Faceci…
Rozejrzałam się po busie. Miałam w końcu trochę spokoju przez chwilę, bo wszyscy spali w najlepsze. Pewnie się zmęczyli nieustannym naśmiewaniem się z Dudusia. W końcu ileż można? No, ale z drugiej strony co się dziwić? Zasłużył! Sama tak się śmiałam, że myślałam, że pęknę. Potem sobie obiecałam, że nie zmrużę oczu, bo nie mogę przegapić tego, co Kubacki powie jak się obudzi. Nie mogę i już.
Komicznie wyglądał w tej piżamie. Swoją drogą zastanawiałyście się kiedyś w czym taki Kubacki śpi? Bo ja bym sobie dała rękę uciąć, że w samych gaciach! A tu czar prysł, bo śpi w piżamie w mikołaje… Może tylko w święta? Buahaha. Następnie przeniosłam wzrok na drzemiącego obok mnie Macieja. Aż za dobrze pamiętałam, że ten to sypia w samych slipach. Przełknęłam ślinę, czując, że moje policzki się rumienią i zaczęłam wypatrywać Krzyśka. Siedział niestety trochę za daleko. Ciekawe jak wygląda jego nocny strój… Pięknie! Niedługo się przekonam. Jak to do mnie doszło, to aż mi coś wewnątrz brzucha zatańczyło, więc szybko przestałam patrzeć w tamtym kierunku. Pietrek! Ten na bank śpi w piżamie! Pewnie ma taką granatową albo bordową w kratę! Na guziki! Do niego mi to pasuje idealnie. Justyna mu kupiła, zapakowała do walizki, a temu wszystko jedno. Bo Kamil to pewnie sypia w dresie i białym podkoszulku. Albo T-shircie reprezentacyjnym. Za to Stefan na sto procent w swoich szarych gaciach! Mogę się założyć! Tylko ciekawe jak odróżnia które galoty są do spania, a które do chodzenia, a które odświętne. Tak wiem, okropna jestem. No ale czy to nie jest fascynujące? A wy co myślicie?
O! Chyba się obudził! Usiadłam na skraju fotela, żeby mieć lepszy widok. Kubacki podniósł się do pozycji siedzącej, przetarł oczy, a potem zmierzył nieprzytomnym wzrokiem całe otoczenie, jakby się zastanawiał czy to jawa, czy jeszcze nie.
- Kurde, matoły – mruknął. – Wszędzie matoły…
Westchnął zrezygnowany i opadł na oparcie. I już myślałam, że to koniec przedstawienia, gdy się nagle zerwał do góry jak oparzony, aż przydzwonił kudłatym łbem w sufit. Potem rzucił się gwałtownie do wyjścia i chyba nie wyczaił, że obok spał skulony Piotrek. Runął więc na niego jak długi w ten sposób, że Duduś leżał na wściekłym Żyle, a rozczochrany dudusiowy łeb wylądował wprost na kolanach Kota.
- Komu odbiło całkiem?! – wrzasnął Kot i gdyby nie zrobił tego wcześniejszy łomot, to na bank kadrowy maruda by obudził całe towarzystwo.
- Przecież ja do Planicy jadę – jęknął tymczasem zaspany Mustaf, nie zwracając uwagi na śmiechy, jakie dobiegły z przodu i z tyłu busa. Blondyn rozglądał się wokół przestraszony jak przedszkolak, który zgubił się na wycieczce. Z trudem powstrzymałam śmiech.
Biedny Duduś.
[Stefan]
Dawno mnie tak droga nie zmęczyła. Najpierw komedia z Jaśkiem, potem z Mustafem, a potem przed połowę drogi komedia z Dawida. Nasz bus nie należy do najwygodniejszych, ale trudno. Nie chciałem narzekać. Pokręciłem się trochę i w końcu zasnąłem, ale zaraz ze snu wyrwały mnie śmiechy. Znowu się nie wyśpię i będzie na mnie, że niby nie umiem skakać. Dobrze, że kwalifikacje dopiero jutro. No tak. Kubacki się obudził i znowu z niego mają polew… No dobra. Nie MAJĄ, a MAMY. Nie da się na niego patrzeć i się nie śmiać. Nawet moja córcia by takiej piżamy na siebie nie włożyła…
- Kubacki to by mógł reklamować pastę do zębów – przekrzykiwał wszystkich Piotrek. – Stałby w tej piżamie, trzymał szczoteczkę przy gębie i mówił: „Na święta. Zęby jak śnieg białe”.
- Albo jak gryka – wtrącił Kot.
- Jaka znowu gryka? – spojrzał na niego zdziwiony Piotrek.
- No gryka jak śnieg biała – powiedział Maniek.
Pół autobusu się roześmiało, a drugie pół nie. Widać kto się nie uczył do matury. Kubacki zacisnął zęby, skrzyżował ręce na piersiach i wpatrywał się w okno, co chwila masując czubek głowy, który dalej musiał go boleć.
- Albo inaczej: „Myj zęby, będziesz wielki” – dodałem. No po prostu nie mogłem się powstrzymać.
- Nie bądź taki dowcipny, bo ci zęby wypadną – burknął Kubacki i popchnął Piotrka, żeby go przepuścił, bo postanowił zmienić miejsce. Gdy tylko stanął między siedzeniami, to akurat Sobczyk przyhamował mocniej i Piżamkowy Potwór poleciał do przodu. Wprost w ramiona trenera.
- Ja zwariuję – westchnął Kruczek.
Maciek przesiadł się do Żyły, więc ja raz dwa, wstałem z miejsca, nim Kamil mnie ubiegł i poszedłem do Mariny. Wreszcie mogłem rozprostować nogi. Mała miała nos wściubiony w telefon. Gdy usiadłem koło niej to spojrzała na mnie pytająco.
- Co jest? – zapytałem.
- Nic – powiedziała.
- Aha – mruknąłem. Ale nie jestem taki głupi, żeby nie wiedzieć, że coś jest nie tak. Skręciłem szyję, żeby spojrzeć do tyłu. Biegun nie śmiał się z innymi, tylko wpatrywał się w widok za szybą. Oho. Coś się szykuje.
- Chyba musimy pogadać – szepnąłem do dziewczyny cicho. – Wiesz, jak się boisz mieszkać z Krzyśkiem, to zawsze możemy się zamienić. Pogadam z Kamilem i możesz dzielić pokój ze mną.
Uśmiechnąłem się uprzejmie, a ona śmiesznie zmarszczyła nos.
- O niczym innym nie marzyłem… – powiedziała swoim śmiesznym, chłopięcym tonem, rzuciła mi chłodne spojrzenie i ponownie zajęła się telefonem.
A przecież ja tylko chciałem być miły.
[Marina]
Jeżeli Stefan myśli, że taki ze mnie tchórz, to się grubo pomylił. Aż westchnęłam z oburzenia. Weszłam do mojego pokoju, tfu… naszego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Krzysiek ze słuchawkami w uszach siedział na łóżku i oglądał coś w skupieniu na swoim laptopie. Tylko machnął mi na powitanie. Jakiś taki dziwny był cały ten dzień. Westchnęłam cicho, udając, że porządkuję rzeczy na szafce, a tak naprawdę to kątem oka starałam się podejrzeć co robi i czy się na mnie patrzy. Nie no, zwariowałam do reszty. Przecież widzieliśmy się dwadzieścia minut temu, więc to normalne, że nie rzuca mi się na szyję na powitanie. Kurde. Jestem Marcinem. Lepiej, żeby się Krzysiek na mnie nigdy nie rzucał. A co on taki nie w humorze? Zebrałam się w sobie, dochodząc do wniosku, że jak nie zapytam to się nie dowiem.
- Hej, Krzysiek! – zawołałam, przekrzykując jego muzykę.
- Hmm?
- Mów zaraz o co chodzi! – zarządziłam, przysiadając się do niego, jak najlepszy kumpel. A przynajmniej tak, jak sobie wyobrażałam, że kumpel by usiadł. – No słucham.
- No o nic nie chodzi – powiedział cicho. A potem westchnął. Zapadło milczenie i już myślałam, że to by było na tyle z tej naszej kumpelskiej rozmowy, gdy Biegun podniósł wzrok na mnie, potem szybko spuścił oczy i w końcu wydusił: - Słuchaj… A Marina… twoja siostra. No czy ona… coś mówiła o mnie? Może?
- Nie – powiedziałam szybko. No przyznaję się. Spanikowałam i nie zdążyłam walnąć się w głupi łeb. Krzysiek spuścił oczy, a ja sobie mogłam tylko pogratulować głupoty. – Znaczy tak. Wspominała… coś – zaczęłam się jąkać. – No ale nie mogę powiedzieć.
Spojrzał na mnie pytająco.
- No tajemnica – powiedziałam, starając się brzmieć jak Marcin najbardziej jak się tylko da. – Obiecałem.
Zmusiłam się, żeby się uśmiechnąć. A nawet puściłam mu oko. No ładnie. Umrę od takich rozmów. Zastrzelę się. Mogłam się zgodzić mieszkać ze Stefanem! Myśl, Marina, myśl! Zerknęłam na zegarek i powiedzmy sobie szczerze godzina była młoda. Trzeba było coś wymyślić, żeby znowu nam się nie zebrało na kumpelskie zwierzenia, bo to się na pewno dobrze nie skończy. Myśl, Marina, myśl!
- Jesteś głodny? – zapytałam beztroskim tonem.
- Też ci nie smakowała ta… trawa w cieście?
Zaśmiał się w końcu tak, jak przystało na Krzyśka Bieguna.
- Paskudztwo – skrzywiłam się teatralnie. – A widzisz. Ja ci przecież wiszę pizzę za tę matematykę. I to dużą, bo Marina też zachwalała naukę z tobą!
Albo mi się zdawało, albo się zmieszał.
- Trzeba pogadać z trenerem – ogłosiłam szybko. – Może można by było wyjść obok do knajpy, nie?
Skoczek kiwnął głową i posłał mi uśmiech, aż mi się zrobiło miło. Długo go namawiać nie trzeba było, więc odetchnęłam z ulgą, że dzielenie z nim pokoju nie będzie takie straszne, jak to sobie wyobrażałam. W sensie nie że negatywnie straszne. Tylko że… On i ja… Ech. Lepiej już chodźmy na pizzę jak kumpel z kumplem. Już mieliśmy się kierować do windy, gdy mnie Krzysiek nagle chwycił za bark.
- Trzeba wyskoczyć po resztę! Kruczek wtedy nam nie zabroni na mały wypad.
Cholera! Z tymi matołami? Znaczy się wróć! Nie mam nic do Piotrka, Stefka, Stocha, Kota czy nawet obrażonego na cały świat Kubackiego. No, ale no… Mam dodatkowo zacieśniać więzi i z pozostałymi? Chociaż z dwojga złego, lepsi oni niż Ziobro. Cóż. Trudno. Z rezygnacją obskoczyłam z Biegunem wszystkie pokoje, żeby wytargać za fraki kolegów. Na środku korytarza zrobiło się małe skupisko. Oczywiście wszyscy gadali jak najęci w kółko i jeden przez drugiego krytykowali tę paskudną kolację. Tylko Duduś z wyrzutem wymieniał listę rzeczy, których nie ma: … szczoteczka do zębów, spodnie dresowe na trening… i tak dalej. Maciek przewracał oczami i widać było, że jest zły. Reszta zaczęła się wykłócać kto idzie do Kruczka oznajmiać, że robimy sobie mały wypad.
- No ja na pewno nie idę! – odburknął Kubacki. Dalej się boczył o tego Dudusia, piżamę, szczoteczkę do zębów i w ogóle o wszystko. Jak na złość go jeszcze dokwaterowali do Macieja i Piotrka. Ot tak, żeby było śmiesznie, bo nas tym razem była nieparzysta liczba.
- Mnie zawsze wysyłacie, więc pora na kogoś nowego – odparł naburmuszony Kot. Jemu też się nie podobało to mieszkanie z Kubackim. Pewnie miał już przed oczami to stukanie w klawiaturę przez całą noc.
- Może załóżcie sobie Stowarzyszenie Markotnych i Wiecznie Niezadowolonych Skoczków? – spytał ze śmiechem Żyła i nagle przyklasnął głośno dłońmi. – Wiem! No bo słuchajcie mnie wszyscy, Stocha i Hulę to nie wypada, bo stare pryki. Ja jak pójdę to Kruczek pomyśli, że libację chcemy zrobić. Biegun na Letnich Grand Prix nam załatwił piwo, więc wiem! Chrzest bojowy musi przejść Marcin! – uśmiechnął się do mnie, a ja jak Boga kocham miałam ochotę zabić Pietrka. Niby złote serce ma, ale rozumu zero. Null.
- Mało podpadłem trenerowi? – odparłam niezbyt przekonana do pomysłu, aby to właśnie mnie wydać na pożarcie trenerom.
Ale wszyscy już stali uśmiechnięci od ucha do ucha, więc wiedziałam, że po ptokach. Już mi za nic nie popuszczą.
____________
Witamy!
Tak, wiemy! Trochę nas tu nie było...
Złożyło się na to szereg różnych sytuacji w naszych życiu.
Wena nie uciekła, za to czas i obowiązki stawały nam na przeszkodzie, ale powracamy!
Z pomysłami, żartami i samą perspektywą, że skoki powracają na nowo za dwa tygodnie.
Cieszycie się?
Bo ja bardzo, tylko zimy brak i oby nikt nie prognozował plot, że ciepło ma być do lutego!
Zima musi być, bo jak to Zakopane 2015 bez śniegu?
W takim razie nie przynudzając, wrzucamy Manię i kochanych matołów i życzymy miłego czytania oraz przyjemnego weekendu!
Megi
Jesteście jeszcze? Dziękujemy tym cierpliwym i pozdrawiamy. Ja osobiście dziękuję tym, którzy mnie mobilizowali i pilnowali, żeby w końcu napisać ten rozdział.
Czujecie, że te skoki są już blisko? Tuż, tuż...
Aria
P.S. Musiałam się trochę ponabijać z Macieja :D